— Nie pójdę! Nie chcę!
Obejrzał się bojaźliwie. Stał sam jeden przed gromadą, bliżej muru, niż inni.
— Nie pójdę!... — szeptał, i — podniósł drąg, który leżał mu prawie przy nogach.
Między ludźmi zaszemrano:
— Patrzcie! ... Co on robi?
— Cicho!
— Boże miłosierny, zmiłuj się! — wołał ranny, szlochając z bólu.
— Idę! Idę!... — rzekł Michałko i — wszedł między gruzy.
— Zginiecie obaj! — krzyknął cieśla.
Michałko już był przy nieszczęśliwym. Zobaczył jego zdruzgotane nogi, kałużę krwi, i pociemniało mu w oczach.