— Co to, nie ma policji, żeby takich próżniaków rozpędzała?...
— Oj! Na złe idzie!... — pomyślał chłop i zląkł się, żeby go za taki występek nie wsadzono do kozy.
I, nie chcąc budzić licha, wcisnął się między gromadę...
W kilka minut później zaczęto z bramy wołać tego, który biedaka wyniósł spośród gruzów.
Nie odezwał się nikt.
— Jak on wygląda? — pytano.
— To chłop. Miał białą sukmanę, okrągłą czapkę i był bosy...
— Nie ma tam takiego na ulicy?
Poczęto szukać.
— Był tu taki — krzyknął ktoś — ale poszedł!