Zdawało mu się, że paka listów zastawnych pali mu piersi. Wyjął więc je spod kaftanika i rzucił do komody. Ale i tam nie dawały mu pokoju.
— Co mi po nich? — szeptał. — Mam je i straszna rzecz! nie uwolnię się od nich nigdy...
W tej chwili zapukano do drzwi.
Wbrew zwyczajowi pan Łukasz, nie uchylając lufcika, otworzył — i zobaczył mularza.
— Zlituj się, wielmożny pan — błagał mularz, trzymając pokornie czapkę w rękach — i oddaj mi moje statki48. Ja tam procesować się z panem nie będę, bom ubogi. Bez statków roboty nie dostanę, a na kupienie nowych nie mam pieniędzy...
— A weź sobie twoje statki, tylko je prędko wynoś! — krzyknął pan Łukasz, kontent49, że pozbędzie się choć szaflika.
Istotnie mularz bardzo prędko wyniósł statki do sieni, ale zdziwienia ukryć nie mógł. Patrzył na pana Łukasza, miętosząc czapkę, a pan Łukasz patrzył na niego.
— No, czy ci brakuje czego? — zapytał starzec.
— Jużci, brakuje mi... zapłaty za robotę — odparł zapytany nieśmiało.
Pan Łukasz poszedł do biurka i wysunął jedną z licznych szufladek.