Starzec, nie mogąc myśli zebrać, milczał. Adwokat zaś był jakiś niezadowolony. Wszedł na środek pokoju i rzekł pochmurnie:

— No, ciesz się!... Wygrałeś sprawę, ale przed trybunałem boskim!...

Szalona radość opanowała starca.

— Ja wygrałem sprawę przed trybunałem boskim? — zawołał. — Jakim sposobem?... Więc mnie już nie wyrzucą z piekła?...

— Czyś zwariował, Łukaszu?... — spytał adwokat zdziwiony.

— Słyszę przecie, co mówisz...

— Kiedy mówię — rzekł adwokat — żeś wygrał sprawę przed trybunałem boskim, to znaczy, żeś ją przegrał w sądzie ludzkim i że albo musimy wynaleźć kruczek do nowego procesu, albo oddać twojej córce ten dom... Rozumiesz?...

Pan Łukasz począł trochę rozumieć.

— Trybunał boski... trybunał boski... — mruczał starzec, a potem nagle zapytał adwokata:

— Za pozwoleniem!... Więceś ty nie zginął52 w tym pociągu, który się rozbił?...