— I domyślał się, że jesteś zabity...

— No tak — odparł adwokat obojętnie.

Pan Łukasz zawahał się, jakby nie dowierzając swoim organom akustycznym.

— Jakże — pytał — więc w tej katastrofie kolejowej ty zostałeś zabitym20?

— Rozumie się.

— Na śmierć?...

— Rozumie się! — odparł zniecierpliwiony adwokat. — Przecież kiedy ci sam mówię, że zostałem zabity na śmierć, to już musi być prawda.

Pan Łukasz zamyślił się. Według ziemskiej logiki to, co mówił jego przyjaciel, nazywało się nie „prawdą”, lecz „niedorzecznością”. W tej chwili jednak starzec uczuł w swej głowie przebłyski jakiejś nowej logiki — więc adwokat mówiący o swej śmierci w czasie przeszłym wydał mu się zjawiskiem jeżeli nie zwykłym, to przynajmniej możliwym.

— Powiedzże mi, mój Kryspinie — rzekł Łukasz — powiedzże mi, a... pieniędzy nie ukradli ci?

— Bynajmniej, leżą nawet w tej sali.