Kochany Władzio wyszczerzył białe zęby w kierunku swoich zielonych rękawiczek, a po raz setny zarumieniona panna Zofia wtrąciła:
— Ciekawam bardzo, jak też wygląda ten wasz sad Saski, czy tam warszawski? ...
— Musi być okrągły! ... — domyślił się 20-letni Władzio, przechodząc z prawej strony na lewą.
— Przeciwnie, kochany panie Władysławie — odparłem — jest czworoboczny, a jeżeli pana interesują szczegóły topograficzne, to dodam, że ma od wschodu Saski Plac, od zachodu targ za Żelazną Bramą, od południa ulicę Królewską, a od północy całą gromadę domów...
Słuchacz mój widocznie zrozumiał objaśnienie, ponieważ przeszedł z lewej strony na prawą.
— A wrotaż są jakie? ... — spytała znowu panna Zofia tym rozkosznym głosikiem, któremu wybacza się nawet nonsensy.
— O, są pani!... całe z żelaznych krat...
— Ooo... 00! — zdziwiło się towarzystwo.
— Bram tych jest aż sześć...
— A... ooo! ... — był nowy wybuch zdziwienia.