Matka zamyśliła się, a nauczyciel mówił:

— Napiszę do znajomych, dowiem się o jego adres i... niech najgorsze czasy przesiedzi w domu.

Nauczyciel wstał od stołu, oglądając się za czapką. Matka także podniosła się i przelotnie spojrzała w okno.

— Gdzie pan idziesz? — spytała.

— Napiszę list — odparł.

W tej chwili za oknem, poślizgując się na śniegu albo grzęznąc w błocie, z wolna wlókł się stary człowiek, którego nazywano zdrajcą. Pan Dobrzański nie widział go, ale matka spostrzegła. Drgnęły jej usta i na twarz wystąpił rumieniec.

— Cóż to, wahasz się pani? — spytał zdziwiony nauczyciel.

— Nie.

— Zatem — rzekł — powiem mu tak: matka pod błogosławieństwem nakazuje ci, ażebyś natychmiast wrócił.

— Nie.