Nauczyciel oparł się na kiju i rzekł, bystro patrząc w oczy panu burmistrzowi:
— Był i jest chłystkiem...
Pan burmistrz rzucił się na kanapie.
— Ale w tej chwili czytaliśmy jego nominacją35... — zawołał.
— Na osła dardanelskiego! — odparł gniewnie nauczyciel.
— Mógłbyś się pan nareszcie do niego przekonać... — wtrącił pocztmajster i machinalnie uderzył pięścią w stół, jakby przybijając stempel.
— Nie mam przekonania do dyrektorów kocich muzyk!... — krzyknął nauczyciel. — Nie lubię błaznów, a jego szczególniej, choćby miał nominacją36 wypisaną na własnej skórze.
Od tej pory pan kasjer pokazywał swój dokument paniom i pannom, a nawet mnie. Przed mamą skarżył się na ciężar władzy, a do mnie raz powiedział:
— Szczęśliwe dziecko, nie znasz, co to jest odpowiedzialność i troska o wszystkich.
— Wielkich trosk to chyba pan nie ma — zauważyła mama. — Nic pan nie robi, z nikim się nie widuje...