— Dziękuję panu — odparłem i opuściłem sklep prawie z żalem.
Już mi nawet laski zaczynają porywać z przed nosa!
Co pan jednak powiesz?... Przechodzę obok sklepu na drugi dzień i — w oknie widzę znowu mego Murzynka. Pochylił się tak, że o mało nie rozbił szyby głową, i zdawał się szeptać do mnie z najwyższym niepokojem:
— Chodźże tu prędko, bo mnie jeszcze kto złapie...
Naturalnie wpadłem do sklepu, wołając:
— Jest Murzyn!...
— A jest — odparł tokarz — i co za dziwny traf! Wczoraj, w pół godziny po pańskim wyjściu ze sklepu, ten pan, który kupił Murzyna, odniósł go na powrót i wymienił na kij z dziobem żurawia.
— Co kto lubi — odparłem. — Ileż pan chce za tego diabła?
— Niech będzie dwa ruble — rzekł tokarz.
Zapłaciłem dwa ruble, i od tej pory nie rozdzielamy się z moim Murzynkiem. Jeżelim się zaś kiedy rozdzielił z nim, to on zawsze sam do mnie wracał, nabawiając mnie przy tym mnóstwa kłopotów.