— Cóż, pan hrabia nie gniewa się?
— A, udało mi się go uspokoić — odparł zadowolony dziedzic.
— W tym roku będzie on miał większe zmartwienie przez swoich wierzycieli — mruknął kupiec. — No, żegnam pana, wesołej zabawy.
Podał rękę dziedzicowi, który z pośpiechem opuścił pokoik, wracając na salę balową.
Kupiec zaczął powoli wciągać futro. Współcześnie110 jak spod ziemi zjawił się Mateusz.
— Wielmożny pan — odezwał się lokaj, pomagając mu ubrać się — wielmożny pan kupił nasz majątek?...
— Co to dziwnego? Nie pierwszy i nie ostatni — odparł kupiec, sięgnął do pugilaresu i dał lokajowi trzy ruble.
— Zawołam konie, jaśnie panie — rzekł zgięty do podłogi lokaj.
— Nie potrzeba — odpowiedział kupiec. — Moja kareta została się w Warszawie, a tu mam tak ordynarny111 ekwipaż, że mi nie wypada popisywać się z nim.
Po tych słowach wyszedł za bramę dziedzińca piechotą, odprowadzony z honorami przez Mateusza.