— E... widzicie, kumo, ja wiem, na co oni to robią — odparła baba, przymykając czerwone oczy.

— Na cóż by? Chyba przez swoje głupstwo.

— Ni!... — prawiła Sobieska. — Oni, widzicie, wiercą, bo oni, widzicie, słyszeli, że w takim kamieniu siedzi żaba...

— Więc co z tego? — zapytała Ślimakowa.

— Więc oni, widzicie, chcą zobaczyć, czy to prawda.

— No, a z tego im co?

— A choroba ich wie — odpowiedziała Sobieska tak przekonywającym tonem, że Ślimakowa uznała kwestię za wyczerpaną.

Tymczasem Niemcy nie szukali żab w kamieniach, lecz w wywiercone dziury zakładali naboje, przysypywali je piaskiem, i poczęli głazy rozsadzać. Cały dzień trwała kanonada, której huk rozchodził się po najdalszych krańcach doliny, głosząc wszystkim i każdemu z osobna, że nawet skała nie oprze się Niemcowi.

— Twardy naród te Szwaby! — mruknął Ślimak, przypatrując się podruzgotanym olbrzymom.

I pomyślał o kolonistach, którzy nabyli grunta dworskie, a chcieli kupić jego ziemię.