— Zaraz będzie, jak tylko pan wachmistrz każe! — odpowiedział szynkarz, usiłując objawami grzeczności pokryć wewnętrzny niepokój.
Przy butelce porteru wachmistrz potrącił o sprawę napadu na tabor.
— Co to za napad! — odpowiedział drwiącym tonem Josel. — Niemcy sobie strzelili na postrach, a ludzie zaraz gadają, że ich napada banda. U nas przecie nic takiego nigdy się nie trafiało.
Wachmistrz obtarł chustką wąsy i rumiane oblicze i rzekł:
— Banda, nie banda, ale swoją drogą Kuba Sukiennik i Jasiek Rogacz kręcili się koło koni.
Josel skrzywił się i przymknął oczy.
— Jak oni mogli się kręcić — odpowiedział — kiedy oni tej nocy spali u mnie?
— U was spali? — zapytał wachmistrz.
— U mnie — odpowiedział Josel niedbale. — A Orzechowski i Grzyb widzieli ich, że już z wieczora byli oba pijani jak bydło. Co oni mają robić — dodał po namyśle — jeżeli nie pić? Kiedy chłop nie ma stałego obowiązku, to on, co zyska w dzień, zaraz przepije na noc.
— Ale oni mogli wymknąć się od was w nocy — zauważył wachmistrz.