Rozeszli się. Chłop był taki zły, że nawet nie żałował swojej krowy.

— Niech jej tam gardziel poderżną, kiedy tak — mówił sobie. Lecz zorientowawszy się, że bydlątko nie winno jego kłótni z Hamerem, westchnął.

W domu usłyszał lament. To Magda płacze, że gospodyni wymawia jej obowiązek. Ślimak milcząc, usiadł na ławie, a tymczasem żona prawiła do dziewuchy:

— Strawy by ci u nas nie zabrakło, to prawda, ale skąd ja ci wezmę pieniędzy na zasługi i na kolędę? Ino sama pomiarkuj. Rośniesz duża, po Nowym Roku patrzyłaby ci się większa zapłata, a u nas jej nie dostaniesz, nawet żadnej. Wreszcie już i roboty nie ma dla ciebie, jakeśmy krowę sprzedali... Idź se zatem jutro albo pojutrze do stryjka — ciągnęła gospodyni — powiedz mu, jaka u nas bieda: że nic się nie sprzedaje, że nie ma zarobku, żeśmy bydlę musieli rzeźnikom oddać. Powiedz mu to i padnij do nóg, żeby ci lepszy obowiązek wynalazł. Im prędzej, tym lepiej. A jak nam kiedy Bóg miłosierny dopomoże, to se wrócisz...

— Oho! — szepnął Owczarz, słuchając z rogu izby. — Nie wracać, kiedy człowiek raz odyńdzie146...

A potem dodał:

— Niezadługo widać skończy się u was i moje panowanie. Po krowie Magda, po Magdzie ja.

— Iii... ty, Maćku, możesz se siedzieć — przerwała mu gospodyni. — Przy koniach zawdy musi ktoś być, a choćbyśmy ci jednego roku zasług nie dali, odbierzesz se w drugim. Z Magdą zaś co innego. Ona młoda, jej dopiero na świat, więc po co ma usychać w biedzie?

— Jużci prawda — potwierdził Owczarz po namyśle. — Nawet dobrzyśta ludzie, że w takim zmartwieniu pomyśleliście nopirwy147 o tym, żeby nie psuć losu dziewusze.

Ślimak milczał, podziwiając rozum żony, która od razu zmiarkowała, że Magda już nie ma co u nich robić. Zarazem strach go zdjął na myśl, że tak prędko rozprzęga się ich gospodarstwo. Całe lata pracowali na trzecią krowę i własną dziewuchę, a dziś jeden dzień wystarczył, ażeby obie wygnać z domu.