— Widzi mi się, chłopak, że ci ktoś w gębę dał?... I to pewnie ze trzy razy...

— Ja mu lepiej dałem — odparł zachmurzony Jędrek.

Matka w ową chwilę była w sieni, więc na razie nie słyszała rozmowy. Ojciec zaś nie śpieszył się z badaniem, bo właśnie zapchany cybuszek przepychał drutem. Dopiero przedmuchnąwszy go, pytał dalej:

— Któryż cię tak uczcił?

— A ten hycel Herman — mruknął Jędrek, poruszywszy łopatkami, jakby go co kąsało.

— Ten od Hamera? — pytał ojciec.

— Przecie on.

— A cóżeś ty robił u Hamera, kiej zakazano ci tam chodzić?

— Takem se zaglądał do bakałarzów bez okno — odparł zaczerwieniony chłopak i szybko dodał:

— A ten ci, niemieckie nasienie, wyleciał z kuchni i dre się: „Co tu podpatrujesz dom, złodzieju?” — „Com ci ukradł?” — ja mówię. „Jeszcze nic — on mówi — ale pewnie ukradniesz”. I zaraz woła: „Poszedł stąd, bo ci dam w zęby!”. A jo mówię: „To spróbuj!”. A on: „Jużem spróbował”. A jo: „Może spróbujesz jeszcze raz?”. A on: „Masz jeszcze raz...”.