— Niech się, co chce, dzieje — odparł — nie sprzedam.
— Choćbyś miał zdechnąć na barłogu?
— Choćbym zdechł.
— Tak ci Boże dopomóż?...
— Tak mi Boże dopomóż i niewinna męka Jego...
Ślimakowa zachwiała się. Mąż pochwycił ją wpół i prawie zaciągnął do stajenki, gdzie spali dwaj parobcy Hamera.
Chłop posadził żonę na progu, a sam począł bić pięściami we drzwi.
— Kto tam? — zapytano rozespanym głosem.
— Otwórzta!... Wstawajta!... — odparł Ślimak.
Jeden z parobków otworzył drzwi.