Gdy woda przybiera, a na środku rzeki, zamiast łopat piaskarzy, pracują siecie2 rybaków — wówczas dolina staje się jeziorkiem, przy którym strome brzegi placu wyższego formują, obok wodociągu, rodzaj przylądka i półwyspu. W tej epoce zbiega się tu gromada obdartych uliczników, z których jedni grają w guziki, inni pływają po sadzawce na kawałku deski lub belki, a jeszcze inni, wśród uroczystego milczenia, poszukują robaków na przynętę.

W miarę opadania Wisły sadzawka staje się bagnem, błotem, a wreszcie zupełnie wysycha. Wówczas szare i spękane łożysko jej zarasta gęstymi krzakami ostu, a na wybrzeżu, zamiast krzykliwej i ruchliwej zgrai, samotna pani Maciejowa łata wiecznie rozłażący się kaftanik, lub, w towarzystwie kilku innych dam, przerzuca stogi śmieci.

*

Rzeczy, podobnie jak ludzie, mają swoje cmentarzyska, do których należy plac przy ulicy Dobrej, będący jednym z generalnych śmietników miasta. Tu, po dłuższej lub krótszej wędrówce, obok starej podeszwy upada zwiędły bukiet; szmat niegdyś eleganckiej sukni obok gnijących wiórów; okruchy porcelany obok bydlęcej racicy, słowem — wszystko, co się komu podoba. Najwstrętniejsze kupy różnorodnych szczątków wypierają się nawzajem, tworząc pstry dywan, nad którym pływa obmierzła woń padliny i z pośród którego dziur listki nędznej, skrofulicznej3 trawy wydzierają się do słońca, jakby błagając go4 o ratunek przeciw haniebnemu sąsiedztwu.

Smętny widok; lecz! — o wykwintny przechodniu z Saskiego Ogrodu, nie wzruszaj tak ramionami!... Zakazany ten kącik rzuca pioruny, z których niejeden na twoją własną głowę może upaść. Tu bowiem, przy tym szkaradnym placu, z którego po promieniach słonecznych pełzną ku górze zdradzieckie miazmaty5, tu, pośród tego gnojowiska, leży krynica6 miasta: dwa filtry wodociągów, a także... studnia ściekowa...

Kanał, śmietnik i filtry — oryginalna trójca! Która z jednej strony objaśnia niezwykłą śmiertelność Warszawy, z drugiej nasuwa pytanie: po co człowiek żyje na tym świecie? Czy po to, aby służyć za ogniwo między kanałem a filtrem?...

Ale zostawmy w spokoju higienę i filozofię.

*

Kilka sczerniałych parkanów i barier, kilka telegraficznych słupów i kilka olbrzymich a zakurzonych stosów belek — oto całe umeblowanie placu pod szychtami. Płowa7 koza z koźlęciem, para wynędzniałych szkap, wywożących śmiecie, gałganiarki8 i ulicznicy z Powiśla — oto najzwyklejsi goście tej pustki. Czasem, w dni gorące, można tu spotkać, w cieniu parkanu lub belek, drabów o pokudłanych włosach i straszliwie podartej odzieży, której kolor jak najzupełniej harmonizuje ze zgniłymi barwami otoczenia. Co oni tu robią?... Przynajmniej w chwili obecnej śpią głęboko, z rozkrzyżowanymi rękoma lub pokurczonymi nogami, na pierwszy rzut oka podobniejsi do rozstrzelanych, aniżeli do spoczywających. Co będą robili później?...

Dziwna musi być praca wieczorna ludzi, którzy porę obiadową przespali pod szychtami!