— W takim razie ona może przyjść...

— Masz diable kaftan! — odezwał się w drugim pokoju Gromadzki, na którym, pomimo skromności, czy może z powodu jego skromności, imiona żeńskie robiły silne wrażenie.

— A ty, Śledziu, dlaczego się nie ubierasz? — wtrącił Kwieciński, chmurnie spoglądając na negliż Leśkiewicza. — Pominąwszy, że może kto wejść do nas...

— Teklunia — zachichotał Gromadzki.

— Ale nawet nieładnie tak pokazywać się sąsiadom z przeciwka — dokończył Kwieciński.

— Wiesz przecie, że mam robotę — odparł Leśkiewicz. — A jeżeli ubiorę się, z pewnością wylazę na miasto... Znam siebie.

— Więc rób.

— Tak rób... Ale po co?... Kto mi zaręczy, że nie umrę po ostatnim egzaminie?...

I potarł sobie palcem usta, ażeby sprawdzić, czy nie ma gorączki.

— No, zaraz po egzaminie...