Ledwie zobaczył Adlera, wykrzyknął:

— Jest ten twój Ferdynand?

Adler zdziwił się, zauważywszy, że pastorowi drży głos.

— Co ty ale chcesz od Ferdynanda? — zapytał.

— A to hultaj jakiś... nic dobrego! — krzyknął Böhme. — Czy ty wiesz, co on wczoraj powiedział naszej Annetce?

Z miny fabrykanta widać było, że nic nie wie i że nawet niczego się nie domyśla.

— Oto — ciągnął pastor, zapalając się — prosił ją, ażeby mu... — w tym miejscu urwał. — Co za zuchwalstwo!... nieprzyzwoitość!...

— Co tobie jest, Marcinie? — pytał go zaniepokojony Adler. — Co Ferdynand powiedział?

— Powiedział... żeby mu w nocy okno otworzyła do swego pokoju!...

I biedny pastor z nadmiaru oburzenia rzucił panamski kapelusz na podłogę.