— No, a ty Władysławie — dodał — bierz się na ostro i rób pieniądze! Na honor! Jesteś jedynym facetem, w którego ręku rad bym widzieć miliony, bo wiem, żebyś je puścił, ale z pożytkiem i dla ogółu, i dla bliskich tobie!...
Gdy Grodzki wyszedł, Helena zajęła się sprzątaniem, Władysław zaś począł chodzić po pokoju i myśleć. W duszy jego ścierały się dwie idee: jedną z nich były obstalowane przez Józefa modele, drugą... Drugą Władysław chciał gwałtem wyrzucić za obręb świadomości.
— Kotły do modelu obstaluję u mosiężnika... — myślał.
„Bankierowa Welt kochała się w tobie” — szeptał jakiś głos.
— Ciekawym, ile mnie będą kosztowały? — mówił znowu Władysław.
„Kochała cię, czy słyszysz?...” — powtórzył ten sam głos.
Władysław poszedł do swego pokoju i począł przeglądać notatki, zostawione przez Grodzkiego. Nagle odwrócił głowę: zdawało mu się, że za jego krzesłem stoi jakieś widziadło, które mu nieustannie szepce do ucha:
„Kochała cię!...”
Wilski rzucił się na szezlong, oparł głowę na ręku i utkwił wzrok w suficie. W tej chwili moce nadziemskie opanowały jego duszę i oto, co widział:
Pewnego dnia, młody, dziwnej piękności człowiek, ubrany we frak, jak przystało na suplikanta19, wszedł do gabinetu bankiera Welta.