Wilski pocałował ją w rękę. Była gorąca jak ogień, lecz sztywna.
Potem mówili o rzeczach obojętnych, początkowo z pewnego rodzaju przymusem, następnie śmielej. Nagle usłyszeli na schodach głos Welta.
Pani Amelia zmieniła przedmiot rozmowy i zapytała prędko:
— Wszak wyjeżdżasz pan do Krakowa?
— Zapewne...
— Kiedy?
— Jeszcze nie wiem dokładnie.
— Ja chciałabym także wyjechać.
— Kiedy? — spytał znowu Wilski, czując, że mu serce bić przestaje.
Pani Amelia zawahała się.