— Liście więdną, serca więdną... Tylko kiedy dla pierwszych wiosna powtarza się co rok, dla drugich jedna jest tylko wiosna i jedna jesień.
Słowa to były prorocze, on jednak nie wiedział, do kogo się stosowały.
Zajęli ławkę na małym wzgórzu, skąd cudny roztaczał się widok.
— Tu — mówiła Amelia — gnieżdżą sie w maju roje słowików... Często siadałam tu i przysłuchiwałam się ich śpiewom. Ale teraz już odleciały...
Wilski oparł rękę na kolanie, głowę na ręku i milcząc, patrzał w ziemię.
— Uważam, że jesteś pan jakiś nie swój.
— Ma pani słuszność — odparł, podnosząc głowę — nie jestem swój, ale...
— Ale?
— Ale... Twój!...
Wziął ją za rękę; uścisnęła go lekko i patrzała mu w oczy dobrotliwie.