*
Na drugi dzień, około piątej wieczorem, pocztylion z ostatniej stacji, który wiózł Władysława, odwrócił się do niego i wskazując biczyskiem wzgórek, okryty żółkniejącymi już drzewami, rzekł:
— Oto tu, jaśnie panie, folwark Boża Wola...
— Boża Wola? — powtórzył Wilski.
— Piękny majątek, jaśnie panie!... Ziemia pszenna, las nie wycięty, nowy dwór, na stawie młyn... Zwyczajnie, jak u rzetelnej szlachty.
— Boża Wola! — wyszeptał Władysław.
Przejeżdżali około ogrodu; spoza obumierających drzew widać było białe ściany dworu. Wilski rzucił pocztylionowi pięć rubli, wysiadł z bryczki i przeskoczył niskie sztachety.
— O, to mu pilno!... — dziwił się pocztylion, trzymając czapkę w ręku.
Władysław zadyszany, nieprzytomny, przebiegł ogród i, stanąwszy na szczycie wzgórka, przez szklane drzwi oplecionego winogradem30 ganeczku, ujrzał kilka wysokich świec, ustawionych w jednym rzędzie.
Zamknięte na klucz drzwi prysły pod naciskiem jego ręki.