— Co?... — krzyknął stary — może wolisz dziewuchę niż pieniądze?
— Wolę i to, i to...
Stawiński spojrzał mu bystro w oczy.
— Ale ja za nią teraz gotówki nie dam, dopiero po mojej śmierci — rzekł.
— Dłużej mnie niż wam na świecie! — odparł Szarak i pocałował go w rękę. — Bez wyprawy przecie dziewuchy nie oddacie, a mnie już samemu tak nudno, osobliwie jak zima przyjdzie, że...
Za otwartym oknem mignęła się głowa Małgosi.
— A chodź ino tu!... — zawołał ojciec.
— Ja tam nie pójdę!... — odparła, zasłaniając oczy — niech tatunio sami uradzą!...
Stawiński pokiwał głową.
— Oj, kowalu, kowalu!... — rzekł — nie straciłeś tu, jak widzę, czasu na próżno. Ha! kiedy takie zrządzenie Boskie, to ci oddam dziewuchę, boś dobry majster i wiem, żeś dostatni... Ino mi nie krzywdź dziecka, bo tego bym ci nie darował...