— Waza na stole, proszę jaśnie pani!
— Możecie jeść — odpowiedziała, zasłaniając twarz chustką.
— Jaśnie pani nie będzie jadła wigilii?
— Z kimże?...
— Ze... — odezwałem się.
— Cicho! — mruknęła stara, wyprowadzając mnie na schody.
O blondynko, blondynko! gdybyś wiedziała, jakie serce biło dla ciebie z drugiej strony eleganckiej portiery...
*
Znowu zatrzymaliśmy się, tym razem przed żółtym, parterowym, wykoszlawionym, starymi gontami pokrytym domkiem, na którego widok, nie wiem z jakiej racji, przypomniałem sobie pieśń ludową:
„Chałupeczka niska” itd.