i już nie było tych, których ja najbardziej...

W miasteczku nad morzem, na północ od Walencji

najpierw mnie wyleczono potem ja

leczyłam innych — ni żywa ni martwa,

chodząc po plaży w zimowym białym słońcu

jak w bąblu nocnego powietrza. Już zbliżał się koniec;

i w różnych wariantach śnił mi się sen: Republika w czapeczce frygijskiej, ta z lwem,

jest głuchoniema jak pies magazyniera z naszego szpitala

ze smutku wyje w środku, i nikt tego

nie słyszy.