I tyle dumy ma twój każdy ruch

I tyle cichej, smutnej katastrofy,

Gdy, idąc drogą tak po latach dwóch,

Ty z cicha nucisz moje śpiewne strofy...

But w butonierce

Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,

Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad.

Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,

Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.

Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,