Z kółłomotem gruchotał po wyschłym asfalcie.
— Poczekaj... — «Nie, nie, nie proś, bo mogłabym ulec.»
Dzyn! Dzyn!!
Tramwaj czerwony wytoczył się z alej.
Jeden. Dwa.
Minęły się w przelocie, dystansując drogę.
Złowieszczy śpiew szlifowanych szyn...
Mały człowiek w burym palcie...
Trrrrrach!!!
Stoppp!!