Drzemie.

Leniwa czyhająca cisza popołudnia...

Książka z szelestem upada na ziemię.

Lili ziewa, jak kot.

Przeciąga się długo, żmudnie...

Siada,

Miniaturowe stopy opierając o psa...

Jest «interesująco» blada,

O ustach barwy karminowej szminki.

Może trochę za szczupła w ramionach.