U jej nóg

W fałdach spływających tkanin

Szeregiem kart otwartych ziewał Siewierianin.

Pod ścianą z płytkiej, wymoszczonej niszy

Pianino szczerzyło zęby swych klawiszy.

W wazach ziewały kwiaty senne, jak zatrute...

Lili wstaje.

Mnie w ręku szpicrutę.

Tremo odbija ją mętnie.

Podchodzi do okna.