Morga

Przyjechali czarną, zamkniętą karetką.

(Był wieczór... jesienny wieczór...

Błoto — spleen — zapatrzenie...)

Wynieśli coś ciężkiego, nakrytego płachtą.

Postawili nosze na kamienie.

Robili rzecz zwinnie.

Lampa oświetlała ich jasno, biało.

Było cicho... Deszcz śpiewał w rynnie...

Konie cłapały kopytami...