Spokój jasny, ciepły, głęboki jak staw...
I nagle staje się coś niepojętego: Jasne bezbrzeżne światło oślepia go na chwilę. Czarne nieruchome koła zaczynają się obracać. Berg czuje nagle twarde uderzenie w głowę i upada, waląc twarzą o posadzkę.
10
Na czwartej stronie jedynej, rozchwytanej w ciągu godziny gazety, między komunikatami czernieje mała wzmianka petitem:
„... schwytany na gorącym uczynku
sabotażu w chwili, gdy usiłował zni —
szczyć maszyny, poruszające elektro —
wnię miejską, inżynier Witold Berg,
postawiony zostanie przed trybuna —
łem robotniczym”...