— Przez pół godziny, jakby chcieć, cały Belleville przepłynie. Osobliwie teraz. Noce ciemne, choć oko wykol.

— Przypuśćmy. A jakże z powrotem?

— Z powrotem, ma się wiedzieć — trudniej. Zawsze spróbować można. Jak będziemy jechać nazad, nie od razu się połapią: kto i dokąd. A jak się połapią na pierwszym kordonie, to i strzelać chyba nie bardzo będą. Przecież grunt na to jest kordon, żeby nikt się z Paryża nie wymknął. A kto sam, z własnej ochoty, wilkowi lezie w gardło, takiemu krzyżyk na drogę. Po cóż do takiego strzelać? Strzelą dwa razy dla postrachu i dadzą spokój.

— Wszystko to bardzo pięknie. A skądże macie zamiar wydostać żywność?

Towarzysz Laval nachylił się bliżej:

— Jak jechać prosto Sekwaną, o jakich sześćdziesiąt kilometrów od Paryża, leży nad brzegiem miejscowość jedna, nazywa się Tansorel. Niby — rodzinne moje strony. Każdy kamyk znam na pamięć. O wiorstę od brzegu jest tam młyn parowy, wielki, z całej okolicy zboże miele. Osobliwie o tej porze mąki w nim będzie dobrych paręnaście wagonów. Mało-wiele: trzy galary po dwieście worków będzie można zabrać. Więcej holownik nie uciągnie. Myślałem brać galary stąd, puste, ale obejdzie się i bez tego i prześlizgnąć się jednym holownikiem w tamtą stronę łatwiej. A galary weźmiemy na miejscu, tartaczne. Jest tam tartak. Deski galarami do Paryża spławiał. Teraz nie spławia, to i galary stoją na miejscu. Naładuje się trzy galary. Przed świtem będziemy z powrotem. Sześćset worków po sto kilo. Wiele-niewiele — na miesiąc na wyżywienie komuny starczy. Dalej — zobaczymy. Może i zaraza do tego czasu wygaśnie, a może odezwie się proletariat na tyłach? Będzie czas poczekać.

Towarzysz Lecoq odpowiedział nie zaraz.

— Romantycznie mi coś ta cała wasza wyprawa wygląda. Jeżeli nawet uda się wam przejechać w tamtą stronę, nie widzi mi się, żeby przepuścili was z powrotem. Zatopią was z całym bagażem.

— Spróbować nie zawadzi. Wytłuką, to wytłuką dziesięcioro chłopa. Zawsze co dziesięciu, to nie cała komuna. Koncesja amerykańska nie ucieknie. Zatopią nas, to pójdziecie szukać chleba tam. Spróbować trzeba.

Towarzysz Lecoq w milczeniu zaciągnął się papierosem.