— Wist.
— I owszem.
— A my go — atucikiem.
— Tak, m’sje, to już nie żarty. Ci bandyci sprowokowali wojska *** do przekroczenia ich granicy. Zagrażają jawnie integralności naszej wiernej sojuszniczki ***. Francja tej prowokacji nie ścierpi.
— Pas.
— Jeszcze jak!
— Poślemy przyjaciołom *** w sukurs wojska i amunicję. Bolszewików wytępimy.
— A my mu zajedziemy kierem! Tak, m’sje, tylko tą drogą możemy zaprowadzić nareszcie w Europie dawny, przedwojenny porządek. Mówiłem to zawsze mojemu deputowanemu, Juliet. Nigdy nie skończymy z drożyzną, nie skończywszy wprzód z Sowietami.
— Damulka pik.
Na dworze pędził wiatr, smagał grube szyby, wzbijał się w górę, koziołkował po dachach, utknął, zaplątał się w pajęczynie anten, wywikławszy się z niej, gnał dalej i rozhuśtane anteny huczały żałośnie, długo.