— A jednak tak będzie i to, zapewniam pana, w najbliższym czasie. Będzie pan miał sposobność przekonać się o tym naocznie.
— Nonsens. Idę o zakład, że nie.
— Przyjmuję.
— Zakład zbyt abstrakcyjny, aby ktokolwiek z nas miał szanse go wygrać.
— Możemy go z łatwością skonkretyzować. Jeżeli, przy dotychczasowych postępach epidemii, Paryż za miesiąc nie będzie w naszych rękach, uznaję się za pobitego.
— Akceptuję. Jedyny warunek: z chwilą przegranej pakuje pan sobie bez mojej pomocy kulę w łeb.
— Zgoda.
— Może się zdarzyć, że umrę, nie doczekawszy się rozstrzygnięcia naszego zakładu. To rzeczy w niczym nie zmienia. Zakład obowiązuje po dawnemu.
— Obowiązuje po dawnemu.
— Jeżeli wygra pan, w takim razie ja przyrzekam palnąć sobie w łeb.