Materac skrzypiał. Dodo wzdychał ciężko, sapał, powstawał, bezradny, w poduszkach.
Nie żyte życie męczyło się, dręczyło w rozpaczy, kręciło się jak kot w klatce. W ciele Doda, w tym ciele półgłówka, ktoś starzał się bez przeżyć, ktoś dojrzewał do śmierci bez okruszyny treści.
Nagle zaszlochał w ciemności przerażająco.
Ciotka Retycja zbiegła do niego z łóżka: — Co ci jest, Dodo, czy cię coś boli?
Dodo odwrócił głowę ze zdumieniem. — Kto? — zapytał.
— Czego jęczysz? — pyta ciotka.
— To nie ja, to on...
— Jaki on?
— Zamurowany...
— Kto taki?