Dzięki „maszynie” powstała, krótko mówiąc, nowa sztuka widowiskowa. Żywsza, energiczniejsza, młodsza... Ale...
Jest i „ale” oczywiście. Niespokojna technika dzisiejsza przypomina cokolwiek sławetną Penelopę119 z czasów greckich. Nigdy nie kończy tkaniny zaczętej i pruje w nocy to, co zrobiła w dzień. Jedno takie „prucie” widzieliśmy niedawno: film dźwiękowy! Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej znikają dawne sławy, Greta Garbo120 usuwa się w cień przed Marleną Dietrich121, dramat niemy, z akompaniamentem starego pianina, drażni i irytuje, cały dorobek lat trzydziestu trzeba oddać do muzeum na przechowanie... Wielki zmierzch bogów.
A „Penelopa” ma jeszcze inne pomysły. Już rozwiązała zagadnienie filmu barwnego i jakaś ekspedycja amerykańska wysłana nad zatokę Hudsona zdjęła podobno zorzę północną w barwach naturalnych. Natrafiono na nowe świetne metody utrwalania najsubtelniejszych kolorów na taśmie. Maluczko, a głośne arcydzieła ostatniej doby, świetny Milion122 Claire’a, dramaty z Elżbietą Bergner123 będą się nam wydawały szare, biedne, smutne, niemożliwe. I znów za lat kilka nadejdzie film plastyczny albo wieloekranowy... I znów postawimy kropkę i przekreślimy rozdział...
Kto wie, może potomni wydobędą z zakurzonych pudełek blaszanych nasze komedie i tragedie naiwne i śmiać się z nas będą, jak my się śmiejemy z pociesznych krwawych „szlagierów” onegdajszych, z Władczyni świata124 i romansów kryminalnych...
Cóż robić? Niech się śmieją... Może jakiś poczciwy historyk sztuki wytłumaczy naszym wnukom, żeśmy się poświęcili dla dobrej sprawy. Ludzie naszego pokolenia zasługują na piękną wzmiankę w dziejach. Zaopiekowali się zbiedzonym skrzydlatym Pegazem125...
Wsadzili go na maszynę, jak poczciwi wiedeńczycy jaskółkę.
Księga odkryć i wynalazków w roku 1932
W roku 1769 pewien mechanik i fabrykant instrumentów, nazwiskiem James Watt126, patrząc, jak wrząca woda w kuchni podnosi pokrywę garnka z kartoflami, wymyślił maszynę parową. Odtąd nie wiemy, co włożyć do garnka, mnóstwo rękodzielników, którzy sobie w miarę potrzeby klepali w domu biedę albo co innego zwyczajnym młotkiem, straciło zajęcie, jedna robotnica robi na dzień pięćdziesiąt tysięcy igieł, kiedy ich dawniej robiła dwadzieścia. Po co komu tyle igieł?
Rodak tegoż Watta (nie Chwata), Stephenson127, puścił, jak ustaliło śledztwo, z głupich żartów maszynę parową na szyny i pozbawił przez to chleba poczciwych furmanów, zwanych z żydowska bałagułami. Stracili również zarobek karczmarze, właściciele zajazdów, kołodzieje128, poborcy kopytkowego129. Wróble, że tak powiemy, nie miały co do gęby włożyć, kowale poszli z torbami, a pocztylioni przestali trąbić i pasażerowie trąbią tylko na stacjach. Ludzie jeżdżą z szybkością dziesięciu mil na godzinę, ale tam, gdzie przyjeżdżają, też jest nudno i nie ma pieniędzy.
Kto wymyślił telegraf i teleton, trudno powiedzieć ściśle, bo — jak zwykle w tych razach — jeden zwala na drugiego i mówi, że to nie on. Anglicy oskarżają jakiegoś Wheatstone’a i Cooke’a, Amerykanie Morse’a, Niemcy przyłapali na gorącym uczynku osobnika nazwiskiem Reis. Zdaje się, że cała zorganizowana szajka złoczyńców międzynarodowych postanowiła sobie zrujnować golibrodów130 i faktorów131 wiejskich, którzy dawniej roznosili wiadomości ku ogólnemu zadowoleniu. Dziś razury132 świecą pustkami, a dziedzic nastawia radio i sam opowiada Żydkowi, co słychać. Z czego teraz ma żyć Żydek, a nawet chrześcijanin?