W ogóle — jak powiedział generał Smuts41, przyrodnik, entuzjasta nauki, na posiedzeniu plenarnym sławetnej British Association — coś wielkiego stało się na naszym globie w latach ostatnich. Po wiekach ewolucji mamy dziś na ziemi tłumy wybitnych ludzi, polot myśli, rozwój wszechogarniających teorii naukowych zadziwia i olśniewa uważnego widza... W niektórych mityngach42 londyńskich uczestniczyło po pięćset osób... I kto wie, czy najskromniejszy z uczestników nie zdobyłby w dalekiej starożytności sławy Prometeusza.
Bardzo być może, że na nasze smutne i burzliwe czasy potomni będą patrzyli innym okiem niż my, przerażeni troskami życia codziennego.
Na następnym jubileuszu, za lat sto, będziemy mieli na pewno bardzo „dobrą prasę”!
Walka o cyfrę
Codzienne pisma warszawskie zaczerpnęły niedawno z dość mętnego źródła bardzo alarmującą wiadomość: szybkość światła zmniejsza się w tempie zawrotnym, spadła z 300 tysięcy kilometrów na 280 tysięcy na sekundę. Jeżeli tak dalej pójdzie, światło słoneczne w ogóle „nigdy nas nie dopędzi”, Ziemia pozbawiona promieni życiodajnych, ostygnie, zmarnieje. Zginiemy, wymrzemy, zmarzniemy. Wielki Michelson43 wiedział o tym, ale ukrył wyniki swoich doświadczeń ostatnich. Spostrzegł z przerażeniem, że „spadek” pobił nawet rekord głośnych krachów giełdowych: szybkość „notują” już tylko 275 tysięcy! Nie chciał nas martwić i nie ogłosił owych cyfr44 fatalnych. Chciał zabrać tajemnicę do grobu.
Skąd się biorą tego rodzaju plotki i „kaczki naukowe?” Kto rozpuszcza szczyptę prawdy w ogromnym cebrze blagi?
Pomiar szybkości światła należy do trudniejszych wyczynów laboratoryjnych. Ale — właśnie dzięki Michelsonowi — zdobyliśmy cały szereg cudownych przyrządów optycznych, umiemy z nieprawdopodobną precyzją chwytać promień świetlny na gorącym uczynku i osiągnęliśmy taką dokładność, o jakiej się najlepszym fizykom w czasach dawnych nie śniło. Samo zestawienie cyfr budzi podziw. W roku 1902 uczony francuski Perrotin otrzymał dla szybkości światła 299 901 kilometrów na sekundę (błąd prawdopodobny: ± 84 km/s). W latach 1924 i 1926 mistrz Michelson powtórzył raz jeszcze dawniejsze doświadczenia własne. Wynik: 299 802 ± 30 i 299 796 ± 4. Wreszcie w roku 1928 Karolus i Mittelstaedt w Niemczech podają jako rezultat licznych pomiarów cyfrę 299 778 ± 20. Jak widzimy, do alarmów i popłochu nie ma najmniejszego powodu. Cyfry — dla laika — są prawie jednakowe, drobne różnice wytłumaczyć można doskonale nieuniknionymi błędami w obserwacji (nie zapominajmy, że zestawiamy wyniki różnych badaczy, otrzymane w różnych laboratoriach i trochę odmiennymi metodami). Zresztą nawet uczony angielski Gheury de Bray, który na możliwość takiego spadku, zmniejszenia wielkości zasadniczej, zwrócił uwagę, nie mówi o tragicznym końcu świata. Mierzymy prędkość światła na Ziemi w jej zmiennym polu magnetycznym i grawitacyjnym, możemy podać aż kilka bardzo prostych przyczyn, dla których światło biegnie pozornie wolniej, jeżeli w ogóle jakiejś różnicy dopatrzeć się chcemy koniecznie. Strachy na lachy — ta katastrofa nam chwilowo nie grozi.
Ale skoro się już suchym cyfrom lepiej przyjrzeliśmy, uważny czytelnik powinien z nich wyciągnąć inny, bardziej pocieszający wniosek. Nauka dzisiejsza pochwalić się może niebywałymi majstersztykami: fala świetlna i elektryczna — promień — przebiega obwód Ziemi osiem razy w ciągu sekundy. Wyznaczyć ściśle chyżość najściglejszego we wszechświecie gońca, podać, jak Michelson, tę straszliwą ilość kilometrów ze skromnym dodatkiem: ±4, to rzecz doprawdy oszałamiająca.
Kroniki naukowe, tablice, wykresy zawierają sporo takich wyników sensacyjnych i gdybyśmy je umieli czytać, zajęłyby nas bardziej niż niejeden rekord sportowy. Astrofizyk Coblentz45 zmajstrował z nieprawdopodobnie cienkich drutów bizmutowych i srebrnych ciepłomierz, termoelement, który wyczuwa zapałkę z odległości setek metrów. Nic dziwnego, że mierzy temperatury średnie na Marsie i nagrzewanie powierzchni Księżyca pod wpływem promieniowania słonecznego.
Geofizyk Heyl46 poustawiał w piwnicach amerykańskiego Bureau of Standards47 wagi, którymi stwierdza jakieś niewyczuwalne zmiany w masach ciał. Po czterokrotnych badaniach określił za pomocą tzw. wagi torsyjnej stałą grawitacji i... wyznaczył ciężar kuli ziemskiej. Tu znów wypada cyfra tak ogromna, że trudno ją zmieścić w jednym wierszu. Nawet w tonach ów ciężar wygląda bardzo okazale: szóstka i 21 zer.