—Ależ tu przejechać można — perswaduje Felek.
—A gdybyś nawet spadła, pierwszy krzak by cię zatrzymał.
Ale Brońcia jest blizką płaczu, zamyka oczy, każe się prowadzić, drży cała. Towarzysze tłumią śmiech przez litość.
—No, tu przecie szeroko!
—Nie mogę, nie mogę! Przywiążcie mię do drzewa, bo się stoczę po tej pochyłości.
—Patrz, szynka się nie stacza, chleb leży spokojnie, patrz butelka.
—Ach!
Brońcia zasłoniła oczy, gdyż nieszczęsna butelka nie odpowiedziała wcale zaufaniu swojego opiekuna i stoczyła się w krzaki.
—Cała, cała! — zawołali radośnie Staś i Felek i w mgnieniu oka zsunęli się bokiem ku krzakom, aby pochwycić zbiega.
—Cała szyjka, nawet korek nie wyskoczył, tylko dna i wina brakuje.