Historia uczy nas prawdy.

W podaniu historycznym może być dużo zmyślenia.

Podanie o Lechu

Dawno już, bardzo dawno, może z tysiąc lat temu, trzech braci, Lech, Czech i Rus, rozeszło się w trzy strony świata, aby założyć sobie nowe państwa.

Lech udał się na północ. Szedł długo przez wielkie, nieprzebyte puszcze, które okrywały wówczas naszą ziemię, przedzierał się przez gąszcze, przebywał moczary, kierując się jedynie słońcem lub biegiem wód, aż wyszedł na równinę nad brzegami Warty. Zachwycony pięknością kraju, żyznością ziemi, obfitością ryb i zwierzyny, postanowił tu się zatrzymać i gród sobie zbudować.

Grodem nazywano wówczas miejsce zabezpieczone, gdzie można się było bronić przed napaścią nieprzyjaciela. Były to najczęściej drewniane domy otoczone ostrokołem, to jest jakby parkanem z ostro zakończonych kołów, a niekiedy rowem i wodą. Kiedy więc ścinano drzewa na budowę grodu, znaleziono całe gniazdo białych orłów. Lech wziął to za dobrą wróżbę i białego orła obrał sobie za znak wojenny, a gród, który zbudował, nazwał Gnieznem.


Bardzo trudno rozpoznać, co jest prawdą w tym podaniu. Tych trzech braci wcale nie było i zapewne w ten sposób tłumaczono sobie, że Polacy, Czesi i Rusini9 są ludami pokrewnymi, czyli bratnimi, ponieważ rozumieją nawzajem swoją mowę.

Nazwę Gniezna też inaczej wyjaśniają: Gniezno, czyli Kniezno, to znaczy: gród kniazia, księcia.

Orły gnieżdżą się w górach, a białe są wielką rzadkością.