Pełnej grozy — wiodącej w świat nie wiedzieć który;

Z okien wciąż patrzy na mnie — twarz Nieskończoności.

Duch mój nad przepastnymi drżąc głowy zawroty,

Głuchej nieświadomości Nicestwa zazdrości!

— O, nigdy nie wyjść poza Liczby i Istoty!

Zmora

Puszcze, wy mnie trwożycie na kształt katedr szczytów,

Wasz szum jest niby organ; nasze zaś jak groby

Wyklęte serca — pełne starych cierpień zgrzytów —

Wtórzą echem, gdy hymny śpiewacie żałoby.