Tymczasem w atmosferze, niby aferzyści,

Budzą się ociężali duchowie nieczyści,

W locie o okiennice bijąc i portyki,

A przy latarniach, których wiatr chwieje płomyki,

Prostytucja w ulicach rozpala ogniska,

Otwierając swe ujścia jakoby mrowiska —

Jak wróg chcący wycieczką skrytą podejść wroga,

Wszędy szlak przetrzeć umie, wszędy dla niej droga —

I w bagniskach miastowych porusza się na dnie,

Niby czerw, który żer swój człowiekowi kradnie.