Staje się niby krata olbrzymiej ciemnicy;

I gdy tłumem milczącym pająki stokrotne,

Przędą zabójcze sieci w naszej mózgownicy:

Nagle, jak gdyby furie, uderzają dzwony

I rzucają bolesne wycia swe ku niebu,

Jako błędny chór duchów z ziemi swej rodzonej,

Wygnany i jęczący jękami pogrzebu.

I długie karawany bez dźwięku muzyki,

Z wolna suną w mej duszy.Nadzieja w cmentarną

Noc pada we łzach. Zimnej Rozpaczy duch dziki,