Matka położyła robotę na stole i zakryła twarz dłońmi.
— Oczy mnie bolą od koloru tej materii... — szepnęła.
Od koloru materii? O, biedny, maleńki Tim!...
— Już mi lepiej — rzekła po chwili. — Prawdopodobnie robota przy świetle męczy moje oczy, a ja nie życzę sobie, żeby ojciec to zauważył. On zapewne niedługo wróci. Powinien już być w domu.
— To prawda — potwierdził Piotr, zamykając księgę. — Czyś nie zauważyła, mamo, że ojciec teraz chodzi znacznie wolniej niż dawniej?
Zapanowała jakaś przykra, gnębiąca cisza. Wreszcie matka odezwała się spokojnie, ze swobodą, głosem, który raz tylko zadrżał:
— A ja pamiętam, jak chodził szybko, nawet bardzo szybko z... maleńkim Timem na plecach...
— I ja także — szepnął Piotr.
Wszyscy kolejno powtórzyli:
— I ja także.