— Pan Spenlow był bardzo wymagający, nie dawał się zwieść z raz wytkniętej sobie drogi. Sami to zresztą najlepiej możecie wiedzieć, lecz sądzę, że nie pozostawił testamentu.
— Wiem, że pozostawił — rzekłem.
Obaj zatrzymali się i spojrzeli po mnie.
— Na kilka godzin przed śmiercią — rzekłem — mówił mi właśnie, że się od dawna z tym załatwił.
Pan Jorkins i stary Tiffey zgodnie potrząsnęli głowami.
— Nieobiecujące to — zauważył Tiffey.
— Wcale nieobiecujące — dorzucił pan Jorkins.
— Nie wątpi pan zapewne... — począłem.
— Kochany panie Copperfield — przerwał mi Tiffey, kładąc rękę na moim ramieniu i przymykając oczy — gdybyś miał moje doświadczenie, wiedziałbyś, że w żadnym wypadku ludzie tak mało nie zasługują na wiarę jak w kwestii testamentu.
— Właśnie — wtrąciłem — nieboszczyk tak samo utrzymywał.