Och! Jakże piękna była w czarnej, żałobnej sukni! Jak płakała, nie mogąc się długo uspokoić! Jakże byłem szczęśliwy! Wydobyliśmy Jipa z kominka i uwolniliśmy z więzów. Warczał i sapał długo jeszcze.
— Doro! Droga moja, jedyna, moja Doro!
— O! Nie!
— Czyż nie jesteś moją, na zawsze moją?
— Tak, ale... takem wystraszona134!
— Wystraszona! Doro!
— Nie mogę go ścierpieć, po co on tu przyszedł?
— Kto, kochanie?
— A ten, ten tam twój przyjaciel. Co mu do tego wszystkiego? Głupi być musi, prawda?
Czarująca była z dziecięcym kapryśnym grymasem.