Z kolei Ham przemówił. Podziałało to na starca o tyle, że załamał ręce. Pozostał jednak w uprzedniej postawie.
Po chwili przestał patrzyć na mnie, zatoczył wzrokiem dokoła, jak ktoś, kto się budzi z ciężkiego snu. Po chwili spytał głucho:
— Kto to? Chcę wiedzieć jego nazwisko.
Ham spojrzał na mnie, cofnąłem się jak piorunem rażony.
— Chcę wiedzieć, kto to sprawił — powtórzył pan Peggotty.
— Paniczu — szepnął mi na ucho Ham — paniczu Davy, oddalcie się, muszę mu coś powiedzieć... czego nie powinniście słyszeć.
Cofnąłem się, opadłem na krzesło, oniemiałem.
— Chcę wiedzieć jego nazwisko — usłyszałem raz jeszcze.
— W ostatnich czasach — mówił Ham bezdźwięcznym głosem — kręcił się tu pewien lokaj... a także dżentelmen... lokaj i dżentelmen...
Pan Peggotty stał jak wryty, ze szklanym, zwróconym na Hama wzrokiem.