Pamiętam, przemawiałem jak we śnie, nie wiedząc, o czym i do kogo. Pamiętam, wesoło nam było, dobrze; nawet Jip spożywał marcepany, które mu, nawiasem mówiąc, zaszkodziły.
Pamiętam, konie zajechały i Dora poszła do swego pokoju przebrać się. Ciotka i panna Klarysa pozostały w salonie. Przy śniadaniu ciotka wnosiła152 zdrowie ciotek Dory, co ją bardzo rozbawiło.
Wreszcie Dora już była gotowa, a panna Lawinia zalewała się łzami, tracąc prześliczne to cacko! Okazało się, że Dora zapomniała tego i owego. Zaczęła się bieganina, szukanie, a potem wszyscy otoczyli Dorę, nastąpiły pożegnania. Cała w barwnych wstążkach, najdroższa moja wyglądała niczym żywy kwiat, ledwiem ją płaczącą i śmiejącą się zarazem wyrwał z ich objęcia.
Chciałem nieść Jipa, który miał nam towarzyszyć w poślubnej podróży, lecz Dora oparła się temu stanowczo. Jej to było rzeczą niańczyć kochanego psiaka, który inaczej pomyślałby może, że go — raz wyszedłszy za mąż — zaniedbuje. Wreszcie wyszliśmy pod rękę z domu. Na progu Dora zatrzymała się:
— Jeśli się naraziłam komu, darujcie — zawołała, wybuchając płaczem.
Pociągnąłem ją za sobą. Raz jeszcze przystanęła, chciała uściskać Agnieszkę — tak, dla Agnieszki niech będą ostatnie jej pocałunki.
Odjechaliśmy wreszcie. Nie sen to, lecz jawa! Miałem obok siebie własną mą, lubą, kochaną żoneczkę!
— Czyś zadowolony, ty brzydki chłopcze — pytała Dora — i czyś pewien, ale to bardzo pewien, że nie pożałujesz nigdy?
Wywołałem w pamięci obraz chwil tych... wracam do mej opowieści.