— Pani! — odpowiedział pan Micawber. — To ja na tym straciłem najwięcej, nie mając zaszczytu znać pani wówczas, gdym nie był jeszcze takim, jak obecnie, rozbitkiem!

— Rodzina pańska w dobrym, mam nadzieję, pozostaje zdrowiu?

Pan Micawber pochylił głowę.

— Pani! — rzekł z rozpaczą. — Wyrzutkom obcym dobrej doli zdrowie zwykło służyć.

— Co też pan mówi! — zawołała ze zwykłą sobie szczerością ciotka.

— Losy rodziny mojej — prawił pan Micawber — na niepewnej zawisły szali, mój pracodawca...

Zamilkł, oddając się cały obieraniu cytryny i przyrządzaniu ponczu.

— Więc pracodawca... — podpowiedział pan Dick.

— Dziękuję panu za to przypomnienie — zawołał pan Micawber.

Zamienili uścisk dłoni.