Co zaś Uriah przedsięwziąłby, jeśliby mu stało229 odwagi, przewidzieć trudno, tak jak przewidzieć trudno, co przedsięwziąłby kundel obdarzony lwią siłą i nieśmiałością. Tchórzem był do szpiku kości, cała jego nikczemność na wierzch wyszła.
— Stój! — zawołał na mnie, ocierając zimny pot z czoła. — Matko, nie ma rady, oddaj im dokument. Poszukaj.
— Może pan zechce pomóc — zwrócił się Traddles do pana Dicka.
Dumny z danego sobie zlecenia, pan Dick towarzyszył pani Heep do pokoju jak wierny pies pasterski. Niewiele jednak tym razem musiał mieć kłopotu z powierzoną swej straży owieczką. Pani Heep przyniosła nie tylko żądane papiery, lecz całą skrzynkę, w której były zamknięte, gdzieśmy znaleźli wiele innych, w przyszłości nader nam użytecznych dokumentów.
— Dobrze — rzekł Traddles, przejrzawszy je starannie. — A teraz namyśl się, panie Heep. Powtarzam panu, nie ma innego wyjścia, i czasu do stracenia nie mamy.
Uriah, nie podnosząc oczu, posunął się ku drzwiom, tu stanął i rzekł:
— Nienawidzę cię, zawszem cię nienawidził230, Copperfieldzie! Powstałeś z niczego i zawsześ był231 przeciw mnie.
— Jak ci to już raz mówiłem — odrzekłem — sądzę, żeś ty to był przeciw światu całemu. Zastanów się na przyszłość, gdyż chciwość i przebiegłość zawsze się w końcu przeciw samym sobie obrócą. Pewnik to taki jak śmierć.
— Albo taki jak te, których uczono w szkole — odmruknął Heep. — Tej właśnie, gdzie mnie ćwiczono w pokorze: od dziewiątej do jedenastej słyszałem, że praca jest przekleństwem, a od jedenastej do pierwszej, że jest radością, szczęściem i tak dalej. Twoje kazanie podobne jest do tamtych. Na nic mi się pokora nie zdała, chociaż bez niej nie ujarzmiłbym mego wspólnika. A ty, Micawber, mój junaku, posłyszysz ty jeszcze o mnie.
Pan Micawber stał ciągle w obronnej pozycji i dopiero gdy Uriah zniknął za drzwiami, zwrócił się do mnie z prośbą, abym wraz z całym towarzystwem zechciał być świadkiem jego pogodzenia się z rodziną.