— Jak gdyby nie było dosyć czytać je — zaśmiałem się. — Ale pisanie, ciotko, ma też swe uroki.
— Aha! Ambicja, lubowanie się w sławie i tak dalej, i tak dalej! Wiemy, wiemy!
Klepała mnie po ramieniu, uśmiechając się dobrotliwie.
— Kochana ciotko — rzekłem nagle — czy nie dowiedziałaś się nic więcej o tym... przywiązaniu Agnieszki?
Popatrzyła mi bacznie w oczy i dopiero po chwili rozwagi rzekła.
— Owszem, zdaje mi się, że wiem coś więcej.
— I trwasz przy uprzednich domysłach? — pytałem.
— Tak, Trot, trwam.
Wpatrywała się we mnie tak bacznie, z takim współczuciem i serdecznością, że usiłowałem wypogodzić twarz. Chciałem wyglądać spokojnie.
— Otóż sądzę, Trot... — zaczęła.